Karpiowy Puchar Normark 2017 – polskie eliminacje do WCC

Udostępnij
Facebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedin

 

 

 

 

Czasz startu, w jednych z najbardziej obleganych i najlepiej obsadzonych zawodach na łowisku Dobro Klasztorne w Pobiedziskach nadszedł bardzo szybko. Pogoda dopisywała, prognozy na najbliższe dni także napawały optymizmem, więc zwarci i gotowi, 31 maja stawiliśmy się wraz z Adamem  punktualnie na losowaniu. Szybki rzut okiem na pozostałych startujących zawodników, przywitanie i nie było wątpliwości, jak to powiedział kolega Arek Z. – creme de la creme polskiego karpiarstwa zjechał się nad te wodę. Gawędząc sobie przed losowaniem z kolegami rzuciłem, iż w tym roku stanowisko nr 4 nie wygra tych zawodów. Roman zaczął oponować i już chciał się założyć, ale w ostatniej chwili się wycofał. Jednak podjęcie tematu wygranej stanowiska „bankowego” poszło w eter. Losowanie czas zacząć. Podchodzą kolejne drużyny i najbardziej nielubiane przez nas stanowisko zostaje wylosowane. Podchodzi Adam, chwila wstrzymania oddechu i mamy stanowisko 26. Adam nie jest zbytnio zadowolony, gdyż stanowisko to nie należy do najlepszych i dających możliwości wyciagnięcia dużych ryb. Szybko udajemy się na swoje miejsce, które rozpoznaje jako to, gdzie uczyłem się łowić na Zig riga, wiec myślę, że to będzie nasz szczęśliwy omen. Ustawiamy z Adamem sprzęt i czekamy na sygnał. Plan jest na wzięcie „maksa”.

Godzina 16-ta. Czas rozpocząć karpiowy Puchar Normark 2017. Szybkie wywiezienie zestawów i szukamy ryby w toni metodą na Zig riga. Na zestawach założone kulki o smaku ananasa, czyli nasz Montezuma w dwóch odmianach – smużącym i zwykłym. Pierwsze branie następuje około 16.40, szybki hol i mamy w podbieraku karpia pełnołuskiego o wadze 5,10.

 

 

Dzwonimy po sędziego i przyjeżdża ważyć pierwsza rybę zawodów. Kiedy już się cieszymy z dobrego rozpoczęcia, przychodzi do nas organizator i oznajmia, iż drużyna obok nas złowiła wcześniej amura, ale nie mogła dodzwonić się do sędziego. Tracimy tę nagrodę, ale gramy dalej….uruchamiamy plan B 🙂

Do wieczora nic się nie dzieje, oprócz wielu gości licznie odwiedzających nasze stanowisko. Po wieczornym wywiezieniu zestawów, postanawiam pójść do kolegi Przemka na urodzinowego sznapsa 🙂

Przed północą kładziemy się spać szybko zasypiając. O godzinie 3.50 dźwięk sygnalizatora budzi mnie ze snu, wyskakuje jak poparzony z namiotu i pewnie zacinam. Czuje duży opór i ryba wybiera mi żyłkę jak chce. Wchodzę boso do wody i pozostaje w niej 60 minut walcząc z karpiem 17,8 którego pewnie lądujemy na macie. Jest to mój rekord długości holu w tym momencie.

 

 

Zmęczony, ale zadowolony wkładam rybę do worka. W tym momencie Adam ma branie na wędce, zacięcie, hol i ładna pełnołuska 10-tka ląduje w podbieraku. Jest komplet!

 

 

Przy ważeniu robimy sesję zdjęciową z dwiema rybami na macie, lecz zanim padnie pierwsza migawka, druga wędka Adama ma odjazd i po dłuższym holu mamy karpia 22,2 kg. Jest to nowy rekord personalny Adama i zarazem aktualny Big fish zawodów.

 

 

Sędzia waży rybę i czekając na organizatora – Przemka, mamy następne branie w przeciągu godziny i ładny karp o wadze 18,2 kg jest nasz!  Trzy piękne rybki w niecałe 2 godziny daje niezły wynik. Krótka sesja zdjęciowa i wszystkie ryby wracają w dobrej kondycji do wody.

 

 

Jest zadowolenie i satysfakcja, gdyż z tego stanowiska udaje nam się zrobić wynik 58,2 kg w niecałą dobę. Wiemy jednak, że na tym łowisku 3 duże ryby mogą wpaść na wielu stanowiskach tak jak i nam. Zachowujemy czujność, przewozimy zestawy i walczymy dalej. Mnogość gości tego dnia sprawiła, że powoli odczuwamy zmęczenie. Cała dobę łowimy karpie kilkunastokilogramowe, operując zig rigiem na różnych głębokościach. Następnej doby wymieniamy kolejną rybę na 19,5 kg,

 

 

oraz dokładamy kolejną – 19,8 kg.

 

 

W tym momencie mamy trzy sztuki, które łącznie dają nam wynik 61,5 kg. Jest dobrze, ale należy zachować czujność do końca, zważywszy że na stanowisku nr 4 siedzą specjaliści od tej wody.  Arek i Roman, który to przed zawodami w ostatniej chwili wycofał się z zakładu o potencjalna wygraną tego właśnie stanowiska 🙂

W międzyczasie doławiamy regularnie kolejne ryby nie przekraczające magicznej 20-stki 🙂

 

 

Wieczorem trzeciego dnia dzwoni do nas Arek, ze stanowiska nr 4 i oficjalnie chce anulować zakład Romana, gdyż siedzą trzecią dobę bez ryby. Krótka i sympatyczna pogawędka potwierdza koleżeńską formę rywalizacji.

Podczas dnia udaje nam się poprawić wynik i wymienić 19, 5 kg na drugą dwudziestkę. Karp waży dokładnie 20 kg i w tym momencie daje nam łączny wynik 62 kg.

 

 

Ostatniej doby nad ranem otrzymujemy informacje, iż na stanowisku nr. 4 złowiono karpia o wadze 24,8 kg, co na obecną chwilę daje temu zespołowi 2-gą lokatę z małą stratą do nas. U nas dołowienie sztuki powyżej 20-tu kilogramów jest trudne, zespołowi ze stanowiska nr 4 wystarczy do wskoczenia na najwyższe miejsce podium 18,8 kg. Na razie prowadzimy z przewagą prawie 6 kg i chcemy dowieźć taki wynik do końca zawodów.

Walka nabiera rumieńców i dreszczyku. Czujemy oddech rywali na plecach, więc dorabiamy zanętę i przewozimy zestawy. Obserwując przez lornetkę kolegów na czwórce widzimy, iż ustawili sobie krzesełka przy wędkach i czatują na każdego minimalnego pika. Nie ma zmiłuj, widać, że podeszli do tematu poważnie i dostali wiatr w żagle. Popołudniem doławiamy karpia o wadze 18,8 kg, co naszym rywalom dałoby pierwsza lokatę, a nam niestety oprócz zdjęcia nie daje niczego.

 

 

Przez cały dzień wpadło też kilka ryb w przedziale kilkunastokilogramowym. Zerkamy na przeciwległy brzeg przed pójściem spać, czy nie ma tam jakiegoś zamieszania?

 

 

O godzinie 1.30 budzi nas branie, niestety puste, więc trzeba przewieźć zestaw. Nie możemy już zasnąć i zerkamy na wędki swoje i przeciwległy brzeg. Stanowisko nr 4 słynne jest z rekordowych karpi i zaskakujących wyników zasiadek i ostatnich nocek na zawodach. Czy tym razem będzie tak samo, Kto wygra zakład? Czy przełamiemy szczęśliwą passę numeru 4?

Nad ranem holujemy jeszcze trzy karpie, ale także nie do wagi. Kończy nam się zanęta i czas jakby zaczął wolniej płynąć.  Powoli zaczynamy pakować klamoty i czekać końcowego sygnału. Nagle głośny klakson oznacza koniec zawodów.  Jest godzina 8-ma, a my zmęczeni, nie wiemy czy utrzymaliśmy prowadzenie, czy w ostatniej chwili straciliśmy pierwszą lokatę? Po niecałej godzinie otrzymujemy nieoficjalne przecieki, iż jesteśmy zwycięzcami. Lecz cieszymy się umiarkowanie, wiedząc, że to może być blef.

Podsumowując zawody złowiliśmy ponad 20 karpi z łączną masą około 250 kg. W tym 7 karpi powyżej 18 kg. Smakiem na którym bazowaliśmy był ananas, czyli nasz Montezuma, chociaż kilka ryb udało nam się wyciągnąć także na Kaligulę. Były to 4 emocjonujące i bardzo pracowite dni, które dały nam wiele radości. Poznaliśmy także wielu ciekawych ludzi i rozpoczęliśmy, miejmy nadzieję bardzo owocną współpracę z Pobiedziskim Klubem Karpiowym.

 

 

 

Spakowani i zmęczeni udajemy się na miejsce ogłoszenia wyników i wręczenia nagród. Po rozmowie z Arkiem i Romanem, wiemy już, że jesteśmy pierwsi i zdobyliśmy puchar Normark. Wygraliśmy odwołany zakład, oraz bilet na WCC we Francji na jeziorze Madine.

 

 

 

Pierwszy krok został zrobiony…..

 

 

Obserwuj nas
Facebookpinterestinstagram