Zasiadka kwiecień 2016 – łowisko Nekielka (Krystian)

Udostępnij
Facebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedin

 

DSC_0060

 

 

Na łowisku Nekielka pojawiłem się we wtorek 5 kwietnia i zająłem stanowisko 35. Miałem spędzić na nim całe 2 doby. Nad wodą byłem o 13.30, a już o 15.00 miałem wywiezione wszystkie 3 wędki. Wcześniejsze informacje, które do mnie dotarły znad tego łowiska były optymistyczne więc byłem pełen nadziei. Podczas sondowania zauważyłem, że ryby przegrupowały się dość daleko od brzegu – w okolicach 120m i tam właśnie, na głębokości 1,9 m położyłem prawy zestaw z Kaligulą 20mm podwieszoną 14mm pop-upem Draculi . Na drugi kij poszło 2x 14mm Attyla tonąca plus pop-up. Ulokowałem go 5m za pierwszym wzniesieniem, na głębokości 1,4m. Ostatnia wędka to wywózka na 150m, ponieważ środek wody jest najczęściej obławiany przez tutejszych wędkarzy. Na włosie wisiała pojedyncza kulka pop-up 14 mm, o smaku ananasa (Montezuma). Wszystkie wędki ulokowałem tak jak chciałem i ku mojemu zdziwieniu branie nastąpiło już po 15 minutach od założenia ostatniego swingera. Kilka „pików” i żyłka zaczęła się luzować, szybka reakcja i zacięcie. Ryba walczyła chwilę i ciężko było oszacować jakiej jest wielkości, ponieważ 120 metrów pompowania dało mi się we znaki 🙂 Ostatecznie w podbieraku ląduje karpik 4,8kg, który połakomił się na bałwanka Kaligula/Dracula. Szybka fotka i ryba wraca do wody a zestaw ląduje w tymi samym miejscu.

 

 

4,8 kg

 

 

Mija następne 15 minut, a tu kolejne branie i znów na tym samym kiju więc jak automat zacinam, podbieram, ważę (6,8kg) i pstrykam pamiątkowe zdjęcie.

 

 

6,8 kg

 

 

Jestem strasznie głodny bo od 9.00 rano nic nie jadłem i przed kolejnym wywiezieniem postanawiam przegryźć co nieco. W miedzy czasie chwila przemyśleń. – Jak na godzinę łowienia, nie jest źle szkoda tylko, że waga nie powala na kolana. Szybko się ściemniło i zmęczony po dniu pełnym emocji i przygotowań do dwóch dni łowienia, kładę się spać. Tak minął pierwszy dzień zasiadki.

Dzień drugi rozpoczyna się dość wcześnie, ale nie braniem a huraganem. O godzinie 4 rano zaczyna lać tak mocno, że zastanawiam się, czy podczas brania wyszedłbym w ogóle z namiotu. Kiedy po godzinie dochodzi do tego silny wiatr, myślę intensywnie, czy moje wędki dalej stoją na brzegu, czy może je gdzieś wywiało. O 6.30 wyściubiam nos z namiotu żeby zobaczyć jak się sprawy mają. O dziwo wita mnie bardzo cichy i bezchmurny poranek. W głowie mam gonitwę myśli – dlaczego nie było w nocy brania, ale twardo postanawiam zostawić zestawy co najmniej do 12. Nie musiałem jednak czekać tak długo, ponieważ o 8.40 melduje się na środkowym kiju karp 7,2 kg.

 

 

7,2 kg

 

 

40 minut później zdecydowane branie na wędce z Montezumą. Hol trwa kilka chwil, przy brzegu widzę rybę i szacuje ją na co najmniej 10 kg, ale niestety wypina się przed podbierakiem… Nic straconego myślę nie złoszcząc się zbyt długo na siebie, ponieważ chwilę po ponownym wywiezieniu Montezumy, zestaw z Attylą pokazuje kolejne branie. Raz dwa i ryba jest metr przed podbierakiem, w tym momencie zestaw, który dopiero wywiozłem po raz kolejny gra melodie piiiii. Podbieram małego karpika i szybko chwytam lewy kij, zacinam i po raz kolejny ryba schodzi z haka. Wracam do podbieraka, karp jest na tyle mały, że robię sobie z nim selfie – w lewej ręce ryba a w prawej telefon. Kilka zdjęć i 3,5 kilowy karpik wraca do wody.

 

 

3,5 kg

 

 

Chwila zastanowienia i kładę zestawy na uboczu łowisk, w których łowiłem, szukam bowiem większych i ostrożniejszych ryb. Taktyka przynosi rezultat, ponieważ o 10.50 wyciągam najwaleczniejszego karpia tej wyprawy, pięknie wybarwionego cypryniusa o wadze 9,1kg. Połakomił się na Attylę 14mm tonąca/14mm popup.

 

 

9,1 kg

 

 

Zresztą tak samo jak jego kolega równo godzinę później, który niestety ważył tylko 5,9 kg.

 

 

5,9 kg

 

 

W wodzie ląduje tym razem bardzo ciekawa kulka a mianowicie Barbarossa (śliwka/krewetka). Obiecałem sobie, że na każdej dłuższej zasiadce ta kulka będzie dla mnie łowić co najmniej dobę. Już po godzinie 15.35 mam pierwsze branie na owe niebiesko zabarwione kulki. Karp nie walczył przesadnie lecz podnosząc podbierak wiem, że ma dyszkę a dokładniej 10,3 kg.

 

 

10,3 kg

 

 

Zadowolony zostawiam ten sam szczęśliwy zestaw i godzinę później wyciągam na niego 7,2 kg.

 

 

7,20 kg Barbara

 

 

Rezygnuje z pop-upów, staram się zrobić przynętę „mniej atrakcyjną” aby mniejsze karpie od razu się na nią nie „rzucały”. W między czasie poznaję Rafała Koszarka, który siada na stanowisko 37. Wymieniamy się paroma zdaniami i już wiem, że jest niesamowitym znawcą tej wody. Przed nocą mam jeszcze jedno branie o 19.20 na tonącego ananasa 14mm. Walka była spokojna, ale ryba cały czas biła w lewą stronę. Podbieram i widzę, że jest naprawdę ładna, co w połączeniu z pięknym zachodem słońca, daje mi świetnie wybarwione zdjęcia. Wskazówka wagi pokazała 11,5 kg, a ryba odpływa. Jestem zadowolony, bo była to największa ryba tej wyprawy.

 

 

11,5 kg

 

 

Noc minęła mi spokojnie, za to rano dołowiłem karpia 8,1 kg na Attylę 20mm.

 

 

8,4 kg

 

 

Wracam do domu zmęczony, ale uśmiechnięty i optymistycznie nastawiony na kolejne czekające mnie zasiadki. Dziękuje bardzo Bartkowi Tęgosowi za super fotki 😉

Do zobaczenia nad wodą!

 

– Krystian

 

 

 

Obserwuj nas
Facebookpinterestinstagram