Zasiadka marzec 2016 r. – łowisko Nekielka

Udostępnij
Facebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedin

 

 

DSC_0077

 

 

Długo zastanawiałem się czy zdecydować się na zasiadkę w marcu, czy też nie?  Nie lubię zimna, łowienia na lodzie i w ogóle wszystkiego, co z zimnem i śniegiem związane. Jestem człowiekiem ciepłolubnym i kiedy tylko temperatura spada poniżej zera, najchętniej zagrzebałbym się w ciepłej norze do wiosny 🙂 . Tym razem postanowiłem jednak wyjść naprzeciw naturze i skorzystać z uroków lekkiej zimy, próbując powalczyć z naturą na jej warunkach. Niestety ponieważ późno zdecydowałem się na rezerwacje stanowiska, nie zostało dla mnie nic ciekawego. Same skrajne pozycje z płytką wodą. Wszystkie stanowiska pośrodku akwenu, z miejscami o większej głębokości były już zarezerwowane i nie mając wyboru, zdecydowałem się na to o numerze 4. Po dotarciu na miejsce przeżyłem mały szok, gdyż nie zabrawszy ze sobą kaloszy, ani jakichkolwiek spodniobutów nie mogłem skorzystać z ustalonego stanowiska. Woda tam była zbyt płytka i trzeba było daleko wychodzić od brzegu aby chociażby wypchnąć łódkę. Nie myślałem zbyt długo i przeniosłem się na przeciwległy brzeg, zajmując wolne stanowisko nr 44. Jest tam trochę głębiej od brzegu i bez wchodzenia do wody można wodować łódkę i podbierać rybę.

Po wysondowaniu dna, wytypowałem trzy miejscówki z największą głębokością 1,7 m. Na zestawy założyłem Montezumę haczykową 14 mm, podbitą połówką pop upu również Montezumy, wcześniej zadipowanego we własnym sosie i z posypką na dnie łódki, w postaci rozkruszonych kulek ananasowych i kukurydzianego method mixu. Drugą wędkę uzbroiłem tradycyjnie w squidowego Kaligulę – pojedynczą kulkę 20 mm i wraz z PVA pelletu rybnego zalanego płynnym krylem wywiozłem jakieś 50 m od brzegu. Natomiast skrajną prawą wędkę wywiozłem na około 100 m od brzegu wraz z haczykowym 14 mm Czyngis Chanem podwieszonym plastikową, żółtą kukurydzą. Dno łódki zasypałem pokruszonymi kulkami Czyngisa i dodałem trochę pelletu zadipowanego płynnym krylem.

Po wywiezieniu tych smacznych zestawów, zająłem się rozbijaniem namiotu i szykowaniem miejsca do spania, bo zaczynało się ściemniać. Pogoda nie rozpieszczała, wiał silny zimny wiatr i co chwilę padała mżawka, odbierając mi chęć siedzenia na zewnątrz. Postanowiłem położyć się wcześniej spać, lecz od godziny 21-szej zaczęły się pojedyncze piki na sygnalizatorach, co świadczyło, że jakaś ryba kręci się w moim łowisku. Musi się tylko jeszcze skusić na zassanie przynęty – myślałem po każdym przebudzającym mnie sygnale dźwiękowym. Stawiałem na Kaligule, który pikał najczęściej, ale nie chciało mi się już zamieniać kulki 20 mm na 14-stkę 🙂 .

Po godzinie 1-szej w nocy następuję lekki wyjazd na kulkę Montezumy ulokowaną najpłycej, bo na głębokości 1,2 m. Szybki wypad z namiotu, zacięcie i czuję że ryba siedzi na wędce. Wstępne szacowanie wagi po sposobie walki nie napawa optymizmem, ale cieszy samo branie w takich okolicznościach przyrody. Pozostaje jeszcze rozłożenie podbieraka i wylądowanie ryby. Po jakiś 10 minutach walki z rybą i podbierakiem udaje mi się bezpiecznie podebrać karpia i ulokować w kołysce. Szybkie ważenie i skala pokazuje mocne 7 kg. Postanawiam umieścić karpika w worku i przenocować do dziennej sesji fotograficznej. Ręce po tym holu i czynnościach wokół karpia miałem przemarznięte do kości, więc długo rozgrzewałem się w śpiworze, nim ponownie usnąłem.

 

DSC_0065

 

 

Rano nie chciało mi się wychodzić z ciepłego śpiwora, ale niestety matka natura okazała się silniejsza i wywlekła mnie z miejsca ciepłego, na wietrzne, zimne i ustronne. Wracając do namiotu zawadziłem o stolik i zrzuciłem centralkę, która po upadku wydała z siebie pojedynczy „PIK”. Podniosłem ją delikatnie, lecz zastanawiając się czy po „szturchnięciu” centralki miałaby prawo wydać jakikolwiek dźwięk, odwróciłem głowę w stronę tripoda, a tam swinger energicznie powędrował w górę i nastąpił gwałtowny wyjazd żyłki ze szpuli. Szybko podbiegłem do wędek, zacięcie i czuję rybę na końcu zestawu. Tym razem szacuję coś większego (w okolicach 15-stki). Po krótkim holu ląduje karpia w podbieraku i kołysce. Ważenie wskazuje na 13 kg, więc nie jest źle. Karp połakomił się na Czyngisa.

 

DSC_0056 20160319_114424

 

 

Po umieszczeniu ryby w worku wywiozłem ponownie zestaw w to samo miejsce i zacząłem przygotowywać śniadanie. Tej nocki nie padła już żadna ryba na zbiorniku, tylko ja wykorzystałem żerowanie w moim rejonie i wyholowałem dwie sztuki.

Po niedługim czasie dojechał do mnie Krystian i po krótkiej sesji zdjęciowej z moimi karpiami, i wysondowaniu sąsiedniego stanowiska ulokowaliśmy w wodzie zestawy z różnymi „Najeźdźcami” na włosie . Wieczorem odwiedzili nas dwaj koledzy z teamu i po miłych pogawędkach szybko poszliśmy spać. Niestety ani w dzień, ani w nocy nic nie wydarzyło się w naszej części zbiornika, a na głębszej wodzie w środkowych odcinkach łowiska, złowiono tylko dwie ryby.

Zwijając obozowisko w zimnym, siąpiącym deszczu pomyślałem sobie, że nie jest w sumie źle. Sezon się na dobre nie zaczął, a już coś tam udało się wyłuskać z wody i to w takich niekorzystnych warunkach pogodowych. Jest więc nadzieja, że wszystko z zasiadki, na zasiadkę, będzie szło coraz lepiej.

 

– Paweł

 

DSC_0079

 

 

 

Obserwuj nas
Facebookpinterestinstagram