Zasiadka wrzesień 2015 r. – Łowisko Gosławice

Udostępnij
Facebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedin
 

IMG_20150912_143359

 

W końcu nadszedł czas na przetestowanie osławionego już łowiska, położonego blisko Lichenia – czyli Gosławice. Dochodzące od dłuższego czasu informacje o łowionych tam rybach, rozbudziły moją ciekawość. Po dłuższym namyśle, postanowiłem na własne oczy przekonać się, co oferuje to łowisko i dokonałem rezerwacji na odległy, wrześniowy termin. Wszystkie wcześniejsze były zajęte z powodu różnych imprez i sporej ilości chętnych wędkarzy. Miła Pani w rezerwacji bardzo precyzyjnie określiła warunki i terminy, więc nie pozostało mi nic innego jak wybrać numer stanowiska w ciemno (15) i czekać…. W międzyczasie do naszego duetu (Krystian i Ja) dołączyło kilku kolegów o kiju i zrobiła się z nas mała 6-cio osobowa ekipa.

W dzień wyjazdu zabraliśmy ze sobą jak zwykle trochę pelletu, kulek i w drogę. Dojazd do łowiska jest łatwy, więc nie mieliśmy problemu z trafieniem. Informacje zasięgnięte przed wyjazdem dotyczące np. zabrania ze sobą wkrętarki, kompletu wkrętów z nakładkami, oraz ustawiania tripodów. okazały się bardzo pomocne. Pomogło to nam w szybszym rozstawieniu obozowiska. Na wstępie wzięliśmy się też za sondowanie łowiska i rozstawianie markerów. Wybraliśmy parę sensownych naszym zdaniem miejsc i postanowiliśmy tam ulokować zestawy. Powrót na kładkę, uzbrajanie wędek, dokańczanie ustawiania obozu, przygotowanie zanęt i przynęt zajęło nam sporo czasu, ale późnym popołudniem byliśmy gotowi na wywiezienie pierwszych zestawów. Po zasypaniu karmą stanowisk i precyzyjnym ulokowaniu zestawów zaczęliśmy przecierać oczy ze zdumienia, gdyż bandy super zorganizowanych i współpracujących ze sobą łabędzi nie zostawiły nam żadnych złudzeń, że cała nasza robota z zanętą poszła na marne, ponieważ wszystko zostało doszczętnie wyżarte! Nawet trafiło mi się jedno branie na łabędzia 🙂 . Krystian miał jeden zestaw położony głębiej niż potrafiły sięgnąć ptasie szyje i tam mogliśmy mieć nadzieję na cokolwiek. Pierwsza lekcja została odrobiona, wnioski wyciągnięte i nie pozostało nam nic innego jak po męczącym dniu położyć się spać, wcześniej wypijając parę łyków czegoś mocniejszego dla otuchy. Walka z łabędziami, osami, (których na łowisku jest więcej niż mnóstwo), dała nam wiele do myślenia przed zbliżającymi się dniami.

 

IMG_1914

 

Niestety nocka była jakaś męcząca i zamiast spać siedziałem na zewnątrz namiotu i gapiłem się w wodę. Koledzy z kładki obok wypływając po rybę w nocy zapomnieli włączyć światła w formie latarni, więc w drodze powrotnej wylądowali prawie na naszej kładce, co rozbawiło zarówno ich jak i mnie.

Rano obudził nas dźwięk sygnalizatora Krystiana i pierwsza rybka po krótkim holu ląduje w podbieraku. Odplątywanie zielska i podbieranie ryby na tym zbiorniku stanowiło następne ciekawe doświadczenie. Po ważeniu okazało się, ze ryba miała 6,5 kg, więc dużo poniżej naszych oczekiwań. Wzięła na zestaw kombinowany z naszym już wielokrotnie sprawdzonym Hannibalem podwieszonym prototypowym pop upem Draculi.

 

6,5 kg

 

Po zjedzeniu śniadania i zabiciu kilkudziesięciu os (jedną nawet ogłuszyłem tyłkiem siadając na nią niechcący, co przypłaciłem niezłą opuchlizną), zacząłem sondować inne miejscówki aby można było spokojnie połowić ryby a nie łabędzie. Sprytne ptaki doskonale lokalizowały wszystkie markery i pełniły przy nich straż, co jakiś czas zanurzając głowę, czy aby czegoś nie dosypano im do koryta.

Podczas naszej wizyty na kładce obok u kolegów z drużyny, na Czyngis Chana podwieszonego pop upem Draculi jest wyjazd i około 17-tej w podbieraku ląduje ładny karp o wadze 11,5 kg.

 

11,5 kg

 

Zaczęło się robić coraz ciekawiej, niestety obrana przed wyjazdem taktyka została zweryfikowana przez łabędzie.

Wieczorem, kiedy nęciliśmy na nockę zaczęło padać i padało całą noc, co nie przeszkodziło kolegom z kładki obok, złapać karpia 8,20 kg około 2-giej w nocy na Kaligule z tradycyjnie podwieszonym pop upem Draculi.

 

8,20 kg

 

U mnie branie na samego pop upa Draculi około 3-ciej w nocy, niestety skończyło się tylko na mokrych ciuchach i zdejmowaniu zielska z żyłki. Tym razem ryba wygrała.

Z samego rana wstałem jednak jeszcze bardziej zmotywowany i postanowiłem zmienić jeszcze raz dwie miejscówki, zostawiając tylko tę, z której miałem w nocy branie. Wytypowałem dwa twarde place na głębszej wodzie wśród zielska daleko od kładki – na oko dobre 200 m, i tam postanowiłem ulokować zestawy, podsypując jedynie samych kulek w ciemnych kolorach (Attyle i Kaligule), aby łabędzie spędziły trochę czasu zanim je odnajdą.

Dzień minął na wyczekiwaniu na rybkę i tylko wujek Krystiana dołowił tradycyjnie na Kaligule z pop upem Draculi karpika około 6 kg.

Wieczorem kiedy siedzieliśmy sobie na kładce i przygotowywaliśmy karmę na łowiska, nastąpił wyjazd na mojej wędce położonej jakieś 220 m od brzegu. Zacięcie i czuje rybę, szybko wsiadamy do łódki i płyniemy po nią poprzez połacie zielska zaciekawiając łabędzie czy aby nie wieziemy im kolacji.

Po zważeniu okazało się, że karp miał 10,15 kg. Wziął oczywiście na Kaligule z pop upem Draculi.

 

10,15 kg

 

Później jeszcze na Hannibala podwieszonego nie zgadniecie czym?…..Draculą 😛 Krystian dołowił karpia 11,60 kg, a o 5-tej nad ranem niestety przegrał walkę z rybą, która połakomiła się na choinkę z kukurydzy.

 

11,60 kg

 

Reasumując zasiadkę, byliśmy zawiedzeni wyciągniętą ilością i wielkością ryb, ponieważ oczekiwania były o wiele większe. Koledzy z Bandit Carp, którzy bywają nad tą wodą częściej i akurat zorganizowali sobie zawody stwierdzili, że trafiliśmy na słaby okres żerowania. Ryby także przez silny płd.-wsch. wiatr zostały przegnane w zatokę, nad którą usiedli nasi koledzy i od piątku wyciągnęli pięć karpi, w tym jedną piętnastkę, będącą nowym PB Jacka (czego bardzo gratulujemy!).

Walka była – szkoda, że z innymi zwierzętami – latającymi, bzykającymi i pełzającymi niż z tymi, co do których mieliśmy wielkie nadzieje. Jednak do samej wody i miejsca nie zraziliśmy się i nabrawszy doświadczenia obiecaliśmy sobie, że wrócimy na łowisko i pokonamy wszystkie zamieszkujące tę wodę stworzenia….

Do następnego razu Gosławice !

– I’ll be back

– Paweł 🙂

Obserwuj nas
Facebookpinterestinstagram